W końcu nadszedł ten dzień. Po rocznej przerwie znów miałem stanąć na starcie mimo, że za każdym razem, gdy już tam stałem, zastanawiałem się po co ;) Jak zwykle z poślizgiem opuściliśmy Siedlce. Ruszyliśmy w drogę z zamiarem zabrania z Warszawy jednego piechura i jednego "mieszańca". Szyki nam pokrzyżowała awaria samochodu już w Mińsku Mazowieckim. Nie będę się rozwodził nad straconym czasem (i pieniędzmi) - dość powiedzieć, że w Bożympolu zjawiliśmy się przed godziną 23, czyli już dawno po starcie trasy pieszej. Rozpakowanie busa i przygotowanie siebie oraz rowerów zajęło nam trochę czasu, tak więc dopiero po północy dane nam było klapnąć na twardej podłodze sali gimnastycznej i rozkoszować się tymi kilkoma godzinami snu, które nam pozostały...

Dość długo nie byliśmy pewni, czy uda nam się wybrać do Bytowa na 27. edycję Harpagana. Całe szczęście plan zajęć na uczelni sprzyjał nam i po zaliczeniu czwartkowej laborki Trzmiela z elektroniki oraz mojej w piątek z podstaw radiokomunikacji spakowaliśmy się i po przyjeździe Glidera zapakowaliśmy rowerki na dach jego Nexii i ruszyliśmy w drogę. Następny dzień, czyli 17 kwietnia, miał być dla nas dniem wielkiej przygody i nie mniejszych emocji.

