Podróż
W piątek, 18 sierpnia, tuż po 9 rano, a więc zgodnie z planem, wyruszyliśmy w trasę. Darek z ekipą ze skody miał dołączyć do nas później. Droga była zwyczajnie nudna i dłużyła się niemiłosiernie. Jedynym urozmaiceniem był dziurawy objazd pod Wrocławiem i przegapienie skrętu na Zgorzelec.
Do niemieckiej granicy dotarliśmy koło 20. Tam Glider zastąpił Zapała za fajerą, ja również przesiadłem się na przód. Droga była nadal nudna, z tą różnicą, że można było jechać szybciej. Minęliśmy Drezno, Chemnitz i Norymbergę. Po tankowaniu za tą ostatnią za kierownicą ponownie usiadł Zapał. W Lindau zjechaliśmy z autostrady, tam też dogonił nas Darek. Jadąc drogą wzdłuż jeziora Bodeńskiego na chwilę zawitaliśmy do Austrii, by koło godziny 5 rano dotrzeć do granicy szwajcarskiej w Lustenau. Tam zakupiliśmy wymagane winiety i autostradą wzdłuż Renu pomknęliśmy na południe. Było jeszcze ciemno, więc nie mogliśmy podziwiać widoków, w dodatku zaczęło mnie mulić. Zmęczenie minęło, gdy zjechaliśmy z autostrady.